Nekrolog Misyjny SCJ - Życiorysy misjonarzy
Ks. Andrzej Ulbrych
imię zakonne: Kajetan
(1957-1988)
imię zakonne: Kajetan
(1957-1988)
Urodził się 7 sierpnia 1957 roku w Mikołowie. Był synem Ryszarda i Marii z domu Czardybon. Pochodził z rodziny robotniczej, w której - jak sam pisze w swoim wypracowaniu nowicjackim Historia mojego powołania - wiara była pielęgnowana z wielką pieczołowitością.
Ochrzczony został 18 sierpnia 1957 roku w kościele parafialnym pw. Św. Wojciecha w Mikołowie. Tam też w latach następnych przystąpił do pierwszej spowiedzi i Komunii św. oraz do sakramentu bierzmowania.
Rodzinna atmosfera głębokiej religijności, modlitwy, przywiązania do Kościoła, praktyk religijnych, sprzyjała niewątpliwie właściwej formacji religijnej Andrzeja od najmłodszych lat. Z jego własnych słów, zawartych we wspomnianym wypracowaniu wynika, że był to dobry grunt, na którym wykiełkowało pragnienie większego zbliżenia się do Boga, a które zamieniło się w pragnienie służby Bogu i ludziom jako kapłan. Tak o tym pisze: „Prawdziwie zetknąłem się i przybliżyłem do Boga z chwilą rozpoczęcia służby liturgicznej. Być ministrantem, to było dla mnie wielkie marzenie, które się spełniło w IV klasie szkoły podstawowej. Służenie Panu Bogu było siłą nakazującą zrywać się z łóżka o godz. 5.00 rano w różną pogodę po to, bym z radością mógł być blisko ołtarza i Jemu posługiwać. Pamiętam ze swej młodości chwile, w których zapytywany, kim chciałbym być w przyszłości, odpowiadałem bez chwili zastanowienia, że chciałbym być kapłanem”.
W swoim rodzinnym mieście uczęszczał do szkoły podstawowej, a po jej ukończeniu rozpoczął naukę w przyzakładowej szkole zawodowej. Następnie podjął pracę, kontynuując jednocześnie przez trzy kolejne lata naukę w Technikum Górniczym dla Pracujących w Tychach, którą ukończył egzaminem dojrzałości w roku 1980. W roku 1978, będąc jeszcze uczniem technikum, zetknął się z księżmi ze Zgromadzenia Księży Sercanów, którzy głosili rekolekcje w jego rodzinnej parafii. Niedługo potem przyjechał do Seminarium w Stadnikach, gdzie jeszcze tego samego dnia został skierowany do ks. prowincjała Czesława Kundy i za jego pośrednictwem zapoznał się z ks. Czesławem Blochem, nawiązując z nim bardzo serdeczny i przyjacielski kontakt.
29 czerwca 1980 roku złożył na ręce ks. prowincjała Czesława Kundy podanie z prośbą o przyjęcie go do Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego, rozpoczynając w ten sposób swoją drogę formacji zakonnej i kapłańskiej poprzez postulat we Florynce i nowicjat w Pliszczynie. 27 września następnego roku Andrzej złożył wspólnie z nami, kolegami z rocznika, pierwszą profesję zakonną i wyjechał do seminarium w Stadnikach, by podjąć studia filozoficzno-teologiczne i kontynuować formację kapłańską i zakonną.
Okres sześcioletnich studiów seminaryjnych to czas wytężonej nauki, pracy, modlitwy, duchowego doskonalenia, ale także czas poznawania siebie, uczenia się życia we wspólnocie zakonnej i pracy dla Boga i ludzi. Andrzej jak każdy z nas trafił tam ze swoimi zaletami i wadami, marzeniami i obawami, i jak każdy z nas starał się kształtować, dopasować siebie do ideału braterskiej, zakonnej i kapłańskiej postawy. Niedługo po jego śmierci, ks. Michał Ciemięga, nasz rocznikowy kolega, napisał w „Informatorze SCJ”: „Nade wszystko Andrzej był człowiekiem towarzyskim. Lubił humor. Potrafił tworzyć zabawne sytuacje, których niejednokrotnie sam padał ofiarą, czego początkowo - i nie zawsze - nie umiał zaakceptować. Nie sposób pominąć faktu, że Andrzej posiadał talent muzyczny i rozwijał go na miarę możliwości, jakie dawało mu seminarium. Obok wielu innych zaangażowań, wraz z kolegami z rocznika: ks. Michałem Ciemięgą, ks. Markiem Przybysiem założył zespół muzyczny pod nazwą «Vox Cordis», z którym przez kilka lat uświetniał braterskie spotkania Wspólnoty Seminaryjnej przy okazji różnych uroczystości. Był współautorem ok. 14 piosenek mówiących o powołaniu, rodzicach, modlitwie, wdzięczności za życie i powołanie”.
Okres studiów filozoficzno-teologicznych uwieńczył Andrzej pracą magisterską z zakresu historii Kościoła. Profesję wieczystą złożył 6 kwietnia 1986 roku, a 18 maja tego samego roku przyjął święcenia diakonatu z rąk ks. bp. Stanisława Stefanka. Nadszedł rok 1987, rok naszych święceń, ale i rok III pielgrzymki Ojca Św. Jana Pawła II do ojczyzny. Dotarła do nas wówczas wiadomość, że program wizyty papieskiej w Lublinie przewiduje udzielenie przez Ojca św. sakramentu kapłaństwa pięćdziesięciu wybranym diakonom z całej Polski i jeden z nas może być tym szczęśliwym wybrańcem. Ogarnięci radością i pełni nadziei postanowiliśmy wyłonić kandydata drogą losowania. Szczęśliwy los wskazał najstarszego wiekiem Andrzeja Ulbrycha. Po kilku dniach okazało się, że możemy wybrać jeszcze jednego kandydata; tym razem szczęśliwcem był pierwszy z alfabetycznie ułożonej listy rocznika, Michał Ciemięga. Radość Andrzeja i Michała była ogromna, żaden z nich w swoich najśmielszych marzeniach nie oczekiwał tak wspaniałego wyróżnienia. Obaj 9 czerwca 1987 roku, na osiemnaście dni przed pozostałymi współbraćmi z rocznika, wobec setek tysięcy zgromadzonych w Lublinie wiernych przyjęli z rąk Jana Pawła II sakrament kapłaństwa. Dla Andrzeja był to wymodlony i wymarzony „dzień łaski Pana”.
Pragnieniem Andrzeja, któremu wielokrotnie dawał wyraz podczas formacji seminaryjnej, była praca misyjna po przyjęciu kapłaństwa, toteż przełożeni wyznaczyli go do pracy duszpasterskiej na terenie Austrii, gdzie wyjechał już w lipcu 1987 roku. Po dwumiesięcznym kursie języka niemieckiego ks. abp Groer mianował Andrzeja wikariuszem przy parafii Sandleiten w Wiedniu. Każdego dnia musiał dojeżdżać do tej parafii kilka kilometrów z domu zakonnego SCJ przy Klausgasse, w którym mieszkał. Ponieważ fakty dotyczące tego ostatniego okresu w życiu Andrzeja znane mi są tylko z relacji Współbraci pracujących z nim w Austrii, odwołam się w tym miejscu do tekstu zamieszczonego w „Informatorze SCJ” przez ks. prowincjała Kazimierza Sławińskiego:
„... Zdrowie fizyczne jednak niestety nie zawsze szło w parze z przejawianą pogodą ducha. Już w pierwszym roku pobytu w Wiedniu, około Bożego Narodzenia, musi spędzić dwa tygodnie w szpitalu. Choroba nerek, która dawała znać o sobie już w Seminarium, stałe zmiany ciśnienia krwi, odkryta cukrzyca, nie wróżyły nic dobrego. Może właśnie zbyt optymistyczna ocena możliwości swego organizmu co do przezwyciężenia kryzysów chorobowych sprawiła, że ks. Andrzej niezbyt regularnie sięgał po lekarstwa, wskazane mu przez lekarzy. W ciągu lipca 1988 roku nie czuje się najlepiej, ale twierdzi, że bez lekarza się obejdzie. Prawda jednak była inna. Po 20 lipca ochotnie zgłasza się do kilkudniowej pomocy ks. Lucjanowi Mazurowi w obsłudze parafii rejonu Hafnerberg-Sankt Corona. Tu właśnie nastąpił silny wylew krwi do mózgu. Wezwane pogotowie zawezwało z kolei z Wiednia helikopter, którym ks. Andrzej został przewieziony do głównego szpitala w stolicy Austrii. Natychmiastowa trepanacja czaszki i inne zabiegi nie dały oczekiwanych skutków z uwagi na fakt, że - jak to często bywa - właśnie w tych chwilach odmówiły posłuszeństwa nerki, a i ciśnienie nie było łatwe do opanowania. Przez czterdzieści dni nasi współbracia z Wiednia uczestniczyli z bliska w zmaganiach całych ekip lekarzy i pielęgniarek celem ratowania życia ks. Andrzeja. Jeśli tak długo udało się go utrzymać przy życiu, to tylko dzięki bardzo nowoczesnej aparaturze, zarówno do czyszczenia krwi, jak i do oddychania, którą zapewniał ten wiedeński szpital. Niedługo przed śmiercią ks. Andrzej, nie odzyskawszy już przytomności, został przewieziony do szpitala Bonifratrów w Wiedniu, gdzie o godz. 14.00 w dniu 14 września 1988 roku przekazał swą młodą duszę Panu”.
Ciało Andrzeja przewieziono z Wiednia do seminarium w Stadnikach. 23 września w tamtejszym kościele parafialnym przełożeni i licznie zgromadzeni współbracia z naszych domów koncelebrowali Mszę św. pogrzebową. Homilię wygłosił ks. Stefan Zabdyr. Na tę smutną uroczystość przybyli z Mikołowa rodzice, rodzina, a także grupa parafian wraz z księdzem proboszczem rodzinnej parafii Andrzeja. Jego doczesne szczątki spoczęły na cmentarzu parafialnym w Stadnikach obok współbraci, którzy poprzedzili go w drodze do wieczności.
Niespodziewanie dla nas wszystkich odszedł młody kapłan, nasz współbrat. Wydawało nam się, że przed nim wiele jeszcze lat życia. On sam miał przecież swoje plany, marzenia, ambicje… Bóg jednak chciał inaczej. Nam więc pozostaje modlitwa za spokój jego duszy. Andrzeju – spoczywaj w pokoju!
Opracował: ks. Robert Sasak SCJ