|
|
KRAJ I KOŚCIÓŁ
KATOLICKI
Jak długo trzeba podróżować, aby dotrzeć do
Astany, która od 1998 roku jest stolicą
Kazachstanu? Jest to nowoczesna i najmłodsza
stolica świata, a jej symbolem jest wieża
Bajterek, tak jak symbolem Paryża jest wieża
Eiffla. Astana położona jest nad spiętrzoną
rzeką Ishim. Jeżeli pojedzie się do niej
pociągiem, to zajmie to cztery pełne doby,
jeżeli poleci się samolotem jako zwykły pasażer,
to z przesiadkami i czekaniem na kolejny
samolot, zajmie to ponad dobę, bowiem do Astany jest około
pięciu tysięcy kilometrów, a do starej stolicy
Ałmaty ponad sześć tysięcy. Na stacjach
kolejowych sprzedawane są gorące pierogi i
ogromne, wędzone ryby. Niekiedy stawałem jak
wryty. Tak było na przykład w Astanie, gdy
zobaczyłem kobiety myjące szmatkami poręcze
mostu.
Kilka zdań o mojej duszpasterskiej pracy w
Kazachstanie. Do Astany dotarłem pociągiem 27
lipca. Przybyłem tam na
pisemne zaproszenie ks. abpa Tomasza Pety, który
bardzo ucieszył się z mojego przyjazdu, bowiem
on i księża pracujący w katedrze wyjeżdżali z
młodzieżą do Kolonii na spotkanie z papieżem
Benedyktem XVI. Dwustuosobowa grupa młodzieży
całymi dniami podróżowała pociągami i
autobusami. W sierpniu pracowałem więc w
nowoczesnej katedrze, której budowę rozpoczęto w
1995 roku. Organistka ma wspaniały głos i
pomyśleć, że gdyby nie troska jednego z księży,
to dalej tylko sprzedawałaby kwiaty.
Kiedyś
w szkole bardzo lubiłem język rosyjski, ale
pierwsze Msze św. w języku rosyjskim były dla
mnie bardzo stresujące. Trzeba było również
rozwiązać problem codziennych kazań, do których
nie wystarczała moja znajomość rosyjskiego. W
szkołach u nas nie uczono przecież języka
religijnego, kościelnego. Łapczywie chwyciłem
więc do rąk wszelkie religijne ulotki, broszury
i książki. Język religijny istnieje też w
określonej wspólnocie wiernych, a ponieważ
wspólnota ta na wschodzie przez kilkadziesiąt
lat była rozproszona i prześladowana, więc do
tej pory kapłani posługują się tylko „roboczymi”
wersjami mszału, bo nie jest łatwo przetłumaczyć
odpowiednie słowa. Początkowo dyktowałem po
polsku treść kazania siostrze Katii z kurii, ale
widziałem, że ją to stresuje, bo taki sposób
pracy zostawia niewiele czasu na zastanowienie
się nad treścią, dlatego też później pisałem
codziennie tekst w języku polskim, a s. Katia w
wolnym czasie przepisywała mi go na komputerze w
języku rosyjskim z „udarieniami”. Wieczorem w
niedziele głosiłem też kazania w języku
angielskim. W moim skromnym doświadczeniu
duszpasterskim od Stanów Zjednoczonych poprzez
Europę, Białoruś, Ukrainę i Rosję, aż po
Kazachstan przekonałem się, że wystarczy
przeciętna znajomość języków, resztę dopełni
osobista praca i korzystanie z życzliwości,
talentów i darów poszczególnych osób i pomocy
wybranych wiernych. W ten sposób powstało
kilkadziesiąt stron druku z kazaniami, który
zostawiłem księdzu arcybiskupowi Tomaszowi jako
ewentualną pomoc duszpasterską dla księży z jego
diecezji, a jest ich trzydziestu pięciu.
We
wrześniu natomiast przeprowadziłem odnowienie
dla księży w Karagandzie, na którym był obecny
ks. abp Jan Lenga i wygłosiłem tam wykłady z
filozofii człowieka dla sióstr karmelitanek z
jedynego karmelu w całej Azji Centralnej.
Siostra przełożona Miriam wyraża w specjalnym
liście do ks. Prowincjała swoją wdzięczność, bo
- jak pisze - nie stać byłoby ich na
sprowadzenie wykładowcy z Polski, a pragnęła
przybliżyć siostrom podstawy ludzkiej formacji.
W czasie wykładów wspomniałem również o
zapomnianej cnocie pomsty, czyli umiejętnym
wymierzaniu kary. Na to starsza siostra zapytała
mnie o to, czy nie dostrzegam dysproporcji
między wieczną karą potępionego, a ograniczonym
złem jego grzechu. Na to pytanie staraliśmy się
wspólnie odpowiedzieć, chociażby powierzchownie.
Przez tydzień pracowałem w katedrze w Ałmaty
(dawna stolica Ałma Ata), a na koniec pobytu w
Kazachstanie dotarłem do Pietropawłowska na
północy, gdzie wygłosiłem rekolekcje dla sióstr.
Za czasów Związku Radzieckiego było to „miasto
zamknięte” z pięcioma zakładami zbrojeniowymi. W
wolnej chwili poprosiłem pracującego tu
redemptorystę o. Benedykta z okolic Zakliczyna,
by pokazał mi coś ciekawego. Z zakłopotaniem
stwierdził, że w tym szarym mieście nie ma nic
ciekawego. Po chwili jednak rozpromienił się i
zawiózł mnie do lasu, który stanowi południowe
obrzeże syberyjskiej tajgi. Tak białych, grubych
i wysokich brzóz nigdy nie widziałem w Polsce.
Patrzyłem na nie z ogromnym zainteresowaniem.
Wracając
do Polski przez Moskwę również głosiłem tam
kazania w katedrze i pomagałem spowiadać.
Wielkie było zdumienie naszego diakona Maksa,
gdy przyszedł do katedry na wieczorną Mszę św. W
moskiewskim metrze na kilkudziesięciu stacjach
długimi schodami ruchomymi dzień i noc zjeżdżają
i wyjeżdżają nieprzeliczone tłumy ludzi. W tym
kontekście rozśmieszyły mnie po powrocie schody
ruchome na Dworcu Centralnym w Warszawie.
Czy Kazachstan pod względem obszaru
jest wielkim, czy też małym krajem? Zależy z
którym państwem go porównamy: jeżeli z Polską,
to jest on dziewięć razy większy od Polski, a
jeżeli z Rosją, to jest on sześć razy mniejszy
od niej, bowiem jego obszar wynosi 2, 7 mln
kilometrów kwadratowych. Pod względem obszaru
jest to dziewiąty kraj świata. Z zachodu na
wschód Kazachstan liczy prawie trzy tysiące
kilometrów długości, a z północy na południe
około dwóch tysięcy kilometrów. Jego obszar
odpowiada obszarowi całej zachodniej Europy.
Zamieszkuje go tylko 16 milionów obywateli. W
Polsce odległości liczy się na godziny jazdy
pociągiem, na wschodzie na dni.
Zwykle Kazachstan kojarzy się nam ze stepem, ale
są tam też na południu góry Tien Szan dochodzące
do 7000 m npm., a na zachodzie znajdują się
pustynie i wybrzeże Morza Kaspijskiego z
depresją ponad 100 m. Kto raz zobaczy Jezioro
Barawoje, które znajduje się w krainie jezior,
ten zaliczy go do najpiękniejszych jezior
świata. Otaczają go malownicze skały, a na jego
powierzchni widać skalistą wyspę. W Kazachstanie
znajduje się słynny ośrodek kosmiczny Bajkonur i
zamknięty już poligon jądrowy w Semipałatyńsku.
Za władzy radzieckiej beztrosko zmieniono koryta
dwóch rzek, co spowodowało klęskę ekologiczną
wielkiego jeziora Aralskiego, które cofnęło się
o kilkadziesiąt kilometrów w głąb.
Niedawno
słyszeliśmy o wojnie domowej w Uzbekistanie, w
której niestety zginęło ponad tysiąc osób.
Wcześniej zamieszki przeszły przez Tadżykistan i
Kirgistan. Rywalizacja między mocarstwami daje
niestety o sobie znać. Politycy ustalają
kierunki działań w zaciszu luksusowych
gabinetów, a szarzy obywatele płacą własną
krwią. Czy Kazachstan jest krajem spokojnym?
Otóż dzięki mądrej polityce prezydenta
Nursułtana Nazarbajewa, który kładzie nasisk na
pokojowe współistnienie ponad stu narodów i
plemion, a także wyznawców wielu religii
zamieszkujących ten kraj, w Kazachstanie panuje
spokój. Ponieważ granice tego państwa wynoszą aż
dwanaście tysięcy kilometrów, z czego na granicę
z Rosją przypada ponad sześć tys. kilometrów,
bardzo często policja sprawdza dokumenty
pasażerów w pociągach na terenie całego kraju.
Pewnego razu sympatyczny, skośnooki Kazach w
czerwonej otoce na policyjnej czapce zapytał
mnie o nazwisko, którego nie mógł wymówić i o to
czy jestem z Krakowa. Oprócz Rosji, Kazachstan
graniczy też z Uzbekistanem, Chinami,
Kirgistanem i Turkmenistanem.
Czy jest to kraj bogaty, czy też biedny?
Potencjalnie jest to bardzo bogaty kraj, bo
jeżeli chodzi o surowce, to posiada całą
„tablicę Mendelejewa”, a za miliardy dolarów
uzyskanych ze sprzedaży ropy naftowej buduje
nowoczesną stolicę Astanę. Życie na wsi często
jednak kojarzy się z biedą i zacofaniem.
Niekiedy woda pitna jest bardzo daleko, trzeba
ją więc dowozić beczkowozami, a kobiety roznoszą
ją po domach w wiaderkach. Równocześnie
sprowadza się z Kanady kombajny do sprzętu zboża
nasycone elektroniką. Kazachstan jest więc
krajem wielkich kontrastów. Księża pracujący na
prowincji używają samochodów terenowych, bo
tylko takie zdają tu egzamin. W zimie trzeba
jeździć tu ze sporym zapasem benzyny, by
starczyło na ogrzewanie samochodu, bo może
okazać się w razie awarii, że najbliższe domy
znajdują się w odległości 50 albo i 100
kilometrów, a temperatura spadła poniżej
dwudziestu stopni. Pewien włoski franciszkanin
uratował dwójkę motocyklistów, którzy po
wyczerpaniu się zapasu benzyny chcieli iść przed
siebie w czasie silnego mrozu. Nie wiedzieli, co
czynią. Jeden z księży śmieje się, że Ukraina w
porównaniu z Kazachstanem to przedszkole, bo z
Ukrainy w razie potrzeby można w wolnej chwili
dojechać samochodem do mamy.
Czy
są Polacy w Kazachstanie? W czasie jazdy
pociągiem rozmawiam z Katią, która skończyła
studia z ekologii i skarży się, że tu na
wschodzie nie rozumieją tego zagadnienia. Mówi,
że jest tu dużo Polaków. Pytam się jej o to,
skąd się tu wzięli. Odpowiada, że pewnie
przyjechali do pracy. Ignorancja na temat
historii XX wieku, to nie tylko cecha polskiej
młodzieży. Kazachstan, to ziemia męczenników.
Sprawa ma się zupełnie inaczej, niż myśli Katia.
Po każdym z polskich powstań narodowych na
wschód ciągnęły kibitki i kolumny zesłańców.
Rozpisuje się na ten temat Adam Mickiewicz i
inni wielcy polscy poeci. W czasie ostatniej
wojny na rozkaz Stalina ponad milion Polaków
zostało zesłanych na Syberię i do Kazachstanu.
Gdyby ci ludzie stanęli wokół jakiegoś kościoła,
to średnica tego ogromnego tłumu wyniosłaby
kilkaset metrów. Często budzono ich nocą i
wywożono bydlęcymi wagonami. Na spakowanie się
zostawało niewiele czasu. W czasie nieludzkiej
podróży najpierw umierali najsłabsi: dzieci i
starcy. Wyrzucano ich z wagonu na śnieg, który
stawał się dla nich grobem. Pod dotarciu do
Kazachstanu często wyrzucano zesłańców na śnieg.
Kto nie wykopał sobie ziemianki w zamarzniętej
ziemi, ten umierał... Koło Karagandy istniał
obóz większy od terytorium Francji i tylko Bóg
wie, ilu ludzi w nim zginęło. W Astanie pani
Korzeniowska opowiada mi, że po zbadaniu
archiwów otrzymała status pokrzywdzonej „za
wiarę i narodowość”. Wystarczyło być katolikiem
z Polski, by przejść przez piekło.
Czy Kościół w Kazachstanie rozwija się? Ludność
tego ogromnego, muzułmańskiego kraju liczy 16
milionów, a wśród nich jest około 150 tys.
katolików, czyli jeden procent ludności. W ciągu
kilkunastu lat wolności religijnej dokonano tu -
podobnie jak na całym Wschodzie - wielkich
rzeczy. Jeszcze ponad 20 lat temu kilku kapłanów
w zabrudzonych ubraniach roboczych docierało do
chat Azji Centralnej, by przy zasłoniętych
oknach odprawiać Msze Święte. Gdyby byli
schludnie ubrani, to od razu by ich wypatrzono i
aresztowano. Każdy z nich przeszedł po
kilkanaście lat więzień i obozów. Prawdziwi
męczennicy... Najbardziej znanym z nich był ks.
Władysław Bukowiński, który spoczywa na
cmentarzu w Karagandzie i który spędził 15 lat w
więzieniu. Ks. Józef Kuczyński spędził w obozach
17 lat. Były to czasy w których ks. kard.
Slipija miała wydobyć z zapomnianego łagru
angielska królowa Elżbieta II w czasie jej
podróży do Związku Radzieckiego. W Astanie
rozmawiam z ciężko chorym ks. Wacławem. Przez
kilkadziesiąt lat władze radzieckie zabraniały
mu wstępu do seminarium duchownego, bo nie mogły
zrozumieć, dlaczego ten zdolny kurator oświaty,
chce służyć „zabobonowi”. Niewiele nacieszył się
kapłaństwem... Szczególnie prześladowano, go za
oględne zdanie listu, który nadszedł z Jasnej
Góry: „ U nas dobrze, a u was pewnie bieda”.
Kilka lat temu wybudowano piękną katedrę w
Astanie, robotnicy z Dagestanu budują z pięknego
kamienia wspaniałą, neogotycką katedrę w
Karagandzie, a kilkadziesiąt kościołów i kaplic
w Kazachstanie tętni życiem i widać w nich
młodzież. Niejednokrotnie rozmawiałem z
muzułmanami, którzy przychodzili do katedry w
Astanie. Niektórzy prosili, bym pomodlił się w
ich domach. W jednym z nich otrzymałem słynny
kumys, czyli sfermentowane końskie mleko.
Przezornie powiedziałem gospodarzom, że chętnie
poczęstuję się, ale w moim domu.
Muzułmanka Nuri opowiedziała mi, że od ludzi
doznała tylko zdrady. Nie zna twarzy rodziców,
bo ci ją porzucili. Później przyszła tęsknota za
wielką miłością, ale mąż porzucił ją z małą
dziewczynką i nawet nie wie, gdzie obecnie
przebywa. Czasami wieczorami płacze. Prosiłem
ją, by tego nie robiła, ale by zamiast tego
szukała towarzystwa dobrych ludzi, bo tacy
znajdują się w każdym społeczeństwie. Jej życie
doskonale pasowało mi do ukrzyżowanej miłości
Chrystusa i dlatego zapraszałem ją z małą Dianką
niekiedy do katedry na nabożeństwa. Równocześnie
podkreślałem jej zgodnie z duchem naszej wiary,
że jej ewentualny wybór w przyszłości ma być
wolny.
Innym
razem przyszedł do zakrystii niezwykle smutny
mężczyzna po czterdziestce. Zamawiał Mszę św. za
dwoje dorosłych dzieci, które znaleziono
powieszonymi. Czy zrobili to oni sami, czy też z
pomocą satanistów? Pytał o ich los, ale któż z
nas może odpowiedzieć na to pytanie? Po Mszy św.
zaprosiłem go z żoną na dłuższą rozmowę.
Powiedzieli mi: „Proszę księdza mamy po
czterdzieści kilka lat, a nie mamy już dzieci,
dla kogo mamy żyć?”. Takich smutnych ludzi nigdy
chyba nie widziałem. Chciałem być dokładnie
zrozumiany, więc pomagała mi s. Katia. Radziłem
im, by do końca swojego życia modlili się za
swoje dzieci, by ufali w miłosierdzie Boże i by
pomyśleli o adopcji, póki są jeszcze młodzi,
bowiem tyle jest w każdym społeczeństwie dzieci
niechcianych, opuszczonych i porzuconych.
Na tym świecie zawsze smutek przeplata się z
radością. Pewnego dnia budowniczowie jednego z
kościołów obchodzili święto. Uzbecki kucharz
przygotował na ognisku narodowe danie „płow”,
czyli smaczne mięso baranie z ryżem. Na stole
postawili ugotowaną głowę barana. Jako honorowy
gość zostałem wyróżniony: dostałem do zjedzenia
oko. Z grzeczności udawałem, że czuję się tym
gestem niezwykle zaszczycony.
Niekiedy
słyszymy, że około stu polskich biskupów
uczestniczyło we wspólnych modlitwach i
obradach. Dowiadujemy się też, że około półtora
tysiąca kleryków studiuje w kilkunastu
seminariach duchownych w Krakowie i jego
okolicach, a na procesjach widzimy tłumy
kapłanów. Jak to wygląda w Kazachstanie? W roku
1991 Jan Paweł II ustanowił tu Apostolską
Administraturę Kazachstanu w Azji Środkowej na
czele z ks. bpem Janem Lengą, a w 1999 roku
powstały tu trzy diecezje: Astana, Karaganda i
Ałmaty oraz jedna administratura nad Morzem
Kaspijskim -Atyrau. Pracuje tu wraz z nuncjuszem
czterech biskupów, około osiemdziesięciu księży
i ponad sto sióstr zakonnych. Biskupi są
polskiego pochodzenia, a dziewięćdziesiąt
procent kapłanów i sióstr zakonnych pochodzi z
Polski, chociaż spotkałem również kapłanów ze
Słowacji, Włoch i Argentyny. W niektórych
przypadkach wyznaczony kapłan szuka wiernych w
promieniu dziesiątków kilometrów. W jedynym
seminarium duchownym w Karagandzie, które
otwarto w 1998 roku studiuje dwudziestu
kleryków.
Dnia 27 czerwca 2001 roku Jan Paweł II
beatyfikował dwóch męczenników z Kazachstanu:
bpa Mikołaja Budkę i ks. Aleksego Zarickiego.
Szczególnie dla budowy nowych struktur Kościoła
w Azji Centralnej zasłużył się pierwszy nuncjusz
- ś. p. ks. abp Marian Oleś z diecezji
tarnowskiej. Ten potomek polskich zesłańców
gdzieś w Indiach chodził do szkoły i był
niezwykle otwarty na ludzi i różne kultury.
Ceniły go władze państwowe na czele z
prezydentem.
Jedna z sióstr opowiada mi o namacalnym
działaniu opatrzności Bożej. Wyjeżdżała przed
laty z polski do Kazachstanu z drugą siostrą z
wszelkimi błogosławieństwami, ale bez pieniędzy,
bo ich nie było. Szybko jednak okazało się na
miejscu, że w różnych częściach świata znaleźli
się dobroczyńcy, którzy pomogli kupić dom, który
przebudowano na klasztor.
Znamy wielka aktywność papieża Jana
Pawła II na polu ewangelizacji narodów. Czy
dotarł On do Kazachstanu? Tak, jego
dziewięćdziesiąta piąta podróż apostolska odbyła
się w dniach 22 - 25 września 2001 roku i
ograniczyła się do stolicy Astany. Szczególne
wrażenie wywarł tu na ludziach fakt, iż Jan
Paweł II nie bał się przylecieć do nich w kilka
dni po zamachu w Nowym Jorku. Przyleciał do nich
jako człowiek już w podeszłym wieku, a tutaj
ceni się takich ludzi, stąd wielki entuzjazm
tłumu. Oglądam wspaniały album wydany po
pielgrzymce. Szczególnie wzruszające są dwa
zdjęcia. W czasie powitalnego przemówienia na
lotnisku mały pulpit zsuwa się z kolan papieża,
ale prezydent schyla się i zbiera rozrzucone
kartki. Drugie zdjęcie ukazuje prezydenta, który
po schodkach do samych drzwi samolotu odprowadza
Jana Pawła II. Po wizycie papież stwierdził, że
żaden z prezydentów nie uszanował go tak bardzo
jak prezydent Kazachstanu. Więź przyjaźni
połączyła serce Jana Pawła II z sercem
muzułmańskiego prezydenta Nazarbajewa.
Czy Kazachstan jest krajem, gdzie
panuje wolność religijna? W zasadzie, można
powiedzieć, że tak. Ze zdziwieniem słuchałem
przemówień prezydenta, w których ten muzułmanin
często cytował słowa Ewangelii. Pierwszą religią
jest tu islam, następnie prawosławie, a dopiero
później religia katolicka. Inne kraje Azji
Centralnej wzięły pod duchową opiekę
poszczególne zakony. W Turkmenistanie pracują
dwaj oblaci, w Tadżykistanie argentyńscy księża
ze zgromadzenia „Verbo incarnato”, w
Uzbekistanie franciszkanie, a w Kirgistanie
jezuici. Nie wszędzie jest jednak taka wolność
religijna jak w Kazachstanie. Na przykład w
Turkmenistanie na jedynym kościele w stolicy
Aszchabadzie zamiast krzyża kapłani mogli
umieścić tylko symbol Chrystusa - rybę. W
Tadżykistanie uzbrojone bandy, które krążą po
tym najbiedniejszym i zapomnianym kraju Azji
Centralnej przepuszczają kapłanów, bo uważają
ich za „ludzi od Boga”. Cały Kościół w
Kirgistanie, to dwie świątynie, pięciu kapłanów
i siedem sióstr zakonnych oraz dziesiątki
wiernych. Mało tu jest pracy duszpasterskiej,
ale za to sporo pracy charytatywnej. Kontakty
odpowiednich duchownych z politykami tych krajów
wymagają ogromnej cierpliwości, bo Rzym mylą oni
z Krymem, a nazwa Watykan nic im nie mówi.
Niektórzy z nich chwalą Kościół za organizowane
w świątyniach koncerty, a jeszcze inni namawiają
do przejścia na islam.
Pobyt w Kazachstanie, to również
spotkania z setkami ciekawych ludzi. W czasie
nocnej jazdy pociągiem z Ałmaty do Astany
siedziałem na przeciw pułkownika. Od razu
przedstawił mi się jako Jewgienij, na co
odpowiedziałem: „a ja Gienryk”. Chciałem
powiedzieć mu coś miłego, więc zacząłem: „Daleko
zaszedłeś Jewgienij, następny stopień to już
generał”. Widząc w moich rękach „Liturgię
godzin”, zapytał, czy to Biblia. Nie byłem
przekonany czy zrozumie różnicę, więc
potwierdziłem. Chciał bardzo rozmawiać o
religii, aby więc ustalić płaszczyznę dyskusji,
zapytałem go, czy jest człowiekiem wierzącym, na
co odpowiedział, że nie. W pewnym momencie
powiedział mi: „Gienryk, w którym miejscu jest
Bóg i wszyscy ci, którzy pomarli?”. Nie
wiedziałem jak po rosyjsku wytłumaczyć mu, że
ten drugi świat, to nie miejsce, ale stan i
dlatego skierowałem rozmowę na żartobliwe tory:
„Jewgienij, ty nie bądź jak Gagarin, który w
kosmosie nie dostrzegł Boga”. Jeszcze próbował
się bronić wskazując na zamachy organizowane
przez muzułmanów, ale powiedziałem mu, że nie
będę wypowiadał się w ich imieniu. Na koniec
powiedziałem mu, że jeżeli po tym życiu już nic
nie ma, to to życie nie jest aż tak bardzo
ważne. Z niewierzącym można dyskutować tylko na
płaszczyźnie filozofii. Nie boję się takich
dyskusji. Przed laty na granicy włosko -
szwajcarskiej powiedziałem bogatej Szwajcarce,
który była zachwycona pięknem życia, bo można
tyle planować: „W zasadzie to nigdy nie wiemy
jak długo jeszcze możemy planować!”. Ponieważ
wysiadałem na stacji, więc zostawiłem ją z tym
stwierdzeniem.
Innym razem wolontariuszka z Polski -
Ewa zapytała mnie w Ałmaty o to, co
powiedziałbym żołnierzowi, który zabił w
Afganistanie ośmiu partyzantów i nie czuje się
jak filmowy Rambo, wręcz przeciwnie: widzi ich
krew i pamięta każdy szczegół, a wyrzuty
sumienia często się odzywają. Powiedziałem jej:
„Widzisz Ewa, wina jest tu złożona. Ten żołnierz
nie zgłosił się na wyjazd do Afganistanu, a na
wojnie panuje okrutny zwyczaj: jeżeli nie
zabijesz ty, to zabiją ciebie. Zabitych nie
przywróci już do życia, niech się za nich modli
do końca swojego życia, niech ufa w miłosierdzie
Boże i niech każdego dnia pyta o to, co może
zrobić dobrego dla innych, a nie potępi się”.
Wszystkie te informacje zmieściłem na
kilkunastu stronach, ale żeby można było je
zebrać, to trzeba było na wschodzie przeżyć dwa
miesiące. Niejeden pytał mnie przed wyjazdem o
to, czy nie obawiam się wyjeżdżać w nieznane, na
co odpowiadałem, że jadę przecież do ludzi i
wśród nich będę żył i pracował. Nie pomyliłem
się.
Ks. Henryk Majkrzak SCJ |