Kamerun

 

 

Pokochał Afrykę

Ks. Stanisław Wawro, rodem z Jawiszowic, na afrykańskiej ziemi pierwszy raz stanął w 1987 r., gdy skierowano go na misje do Zairu. W kraju rządzonym wtedy przez dyktatora Mobutu przeżył dwie grabieże. Był też o krok od śmierci, kiedy zdesperowani złą sytuacją ludzie rozkradali sklepy i próbowali ograbić kościoły. Z 3 tys. białych zostało wtedy w Zairze tylko 250. Do tych chwil wraca już teraz ze spokojem, bo lata spędzone w Afryce nauczyły go innego podejścia do Życia i śmierci. W lipcu odwiedził swój rodzinny dom i mówi, że każdy powrót do Europy, to dla niego zetknięcie się z egzotyką, bo bardziej czuje się Afrykańczykiem.

W Afryce jest obecnie 850 polskich misjonarzy, a w samym Kamerunie, gdzie teraz przebywa ks. Stanisław jest ich 130. Ponad 700 przebywa w Ameryce Południowej, 224 w Azji, 27 Ameryce Południowej, a 61 w Australii i Oceanii. Najwięcej, bo 236 polskich misjonarzy pochodzi z diecezji tarnowskiej. Spora grupa wywodzi się też z diecezji przemyskiej, opolskiej, krakowskiej i katowickiej.

Wśród polskich zakonów katolickich prowadzących misje na świecie są m.in. Dominikanie, Franciszkanie, Józefitki, Salwatorianie, Salezjanie, Sercanki i Sercanie. Do tego ostatniego zgromadzenia należy nasz misjonarz Stanisław Wawro. Po ukończeniu jawiszowickiej podstawówki uczył się w popularnym oświęcimskim „Konarze”, w klasie humanistycznej. Wydawało się, że będzie studiował romanistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie już złożył dokumenty. Trafił jednak do nowicjatu Księży Sercanów w Pliszczynie koło Lublina, a potem do Wyższego Seminarium Misyjnego tegoż Zgromadzenia w Stadnikach. Tam studiował filozofię i teologię, a po święceniach diakońskich wyjechał do Paryża na studia w Instytucie Katolickim.

– Do Francji wyjeżdżałem już z myślą o Afryce – mówi ks. Stanisław Wawro. – W młodości interesowałem się geografią, czytałem mnóstwo książek przyrodniczych, ale i tak o moim wyjeździe zdecydowało przede wszystkim powołanie. Trudno mi wytłumaczyć, co to właściwie jest powołanie. Może to odpowiedź na wewnętrzny głos, na wołanie. To zjawisko dynamiczne, a motywacje zmieniają się i pogłębiają w ciągu całej drogi Życiowej.

Kościół w Afryce

Historia misji w Afryce to już pierwsze wieki naszej ery. W tym czasie Afryka Północna była awangardą świata chrześcijańskiej teologii i literatury. To stamtąd pochodzili i tam tworzyli św. Augustyn, św. Cyryl, św. Cyprian - wielcy doktorzy kościoła. Pierwsze świątynie w Afryce zakładali święci Paweł, Antoni i Pachoniusz. Na przełomie XV i XVI wieku, wraz z przybyciem do Afryki Portugalczyków, misjonarze trafiali w rejony na północ od Sahary. Pierwsi misjonarze spotykali się z dużym zaufaniem, a ich praca budziła szacunek. Doprowadziło to do wyświęcenia pierwszego biskupa, rodem z Czarnej Afryki. Ale Afryka odrzuciła misjonarstwo w XVIII wieku na sto lat z niemal wszystkich misji, z powodu grabieży i handlu niewolnikami. A kiedy powróciło, praca misjonarzy była jeszcze cięższa, bo duch chrześcijaństwa łączył się nierzadko z walką o wyzwolenie spod jarzma kolonialnego.

Dzisiaj misje to głównie praca z ludźmi żyjącymi w skrajnej biedzie, w obliczu ciągle podsycanych lokalnych wojen. Religia na tym kontynencie nie jest już czymś nowym.

- Wiara chrześcijańska w Afryce różni się od europejskiej - mówi ks. Wawro. – Póki co, jest jeszcze płytka, ale to dlatego, że ma dopiero 100 lat. Każdy Afrykańczyk w coś wierzy, bo wiara jest podstawą ich życia. Zdarza się tak, że w jednej rodzinie jest wiele różnych wyznań. Oni traktują wiarę jak kij, podpórkę, na której można się wesprzeć. Nie brakuje jednak ludzi głęboko wierzących.

O tym, czego można nauczyć się od Afryki pisał Jan Paweł II w exhortacji „Ecclesia in Afrika”, podkreślając wartości, które dla nas mogą być ożywieniem wiary. To m.in. głęboki zmysł religijny Afryki, poczucie sacrum, głębokie poczucie grzechu wiążące się z moralną intuicją. To też rola rodziny, kult przodków, szacunek dla życia, które się poczyna, rodzi i trwa poza śmierć.

- Największą tragedią jest to, że świat zostawił Afrykę na boku. Widzi się tam diamenty, a nie dostrzega człowieka – mówi ks. Stanisław.

- Na choroby, które wyniszczają Afrykę nie szuka się nawet lekarstw. Problemem Afryki są też sami jej mieszkańcy. Z jednej strony to cudowni ludzie, ale bardzo bojaźliwi. Nie mają zaufania do siebie, do innych, do Boga. Strach próbują uśmierzyć magią i czarami. Wielu ludzi nieuczciwych to wykorzystuje. Druga sprawa to zły system rodzinny. Mężczyzna żeni się nie z kobietą, ale z całą jej rodziną, która wykorzystuje go finansowo przy każdej okazji. Problemem na pewno jest też poligamia. Mężczyzna może posiadać bowiem nawet kilka żon, a w chwili jego śmierci jego obowiązki przejmuje pierworodny syn. Poza tym oni inwestują w przeszłość. Potrafią wydawać miliony np. na urządzenie pogrzebu, a nie inwestują w młodych, w ich edukację i przyszłość. Szkołę podstawową kończą przeważnie tylko chłopcy.

Dziewczyny nie muszą umieć nawet czytać, będą przecież w niedalekiej przyszłości rodzić dzieci i nosić wodę na głowach z odległych o kilka kilometrów studni, albo po prostu z rzek. Młodzież nie ma tam więc przyszłości i ucieka do Europy.

Tylko ta z elitarnych kręgów może skończyć studia wyższe, bo rodzinę na to stać. A młodzi studiują głównie prawo, medycynę i biologię. Modny jest obecnie też kierunek ekonomiczny, bo łatwiej po nim znaleźć pracę. Jeszcze na studiach pracodawcy zabiegają o takich absolwentów.

Na razie jest spokojnie

Misjonarz Stanisław Wawro przebywa w Kamerunie od 1995 r. Przez 4 lata był profesorem nauk moralnych i sekretarzem generalnym szkoły teologicznej w Yaoundé, stolicy Kamerunu. Przez kolejne lata sprawował funkcje Ekonoma Prowincjalnego i sekretarza Prowincjalnego Prowincji kameruńskiej Zgromadzenia Księży Sercanów. Po wakacjach znów wraca do nauczania.

- Kiedy przybyłem do Afryki byłem bardzo podekscytowany tym kontynentem. Wszystko było bardzo ciekawe, a ja byłem młody i łatwowierny - mówi ks. Wawro. - Przez pierwszy rok człowiek jest zachwycony Afryką, przez dwa kolejne raczej jest się zniechęconym. A potem jest się już bardzo zżytym z Afrykańczykami. Żeby być misjonarzem potrzebne są trzy cnoty: cierpliwość, cierpliwość, i jeszcze raz cierpliwość. Ludzie cieszą się, że jesteśmy z nimi. Czasy kolonialne nauczyły ich, że misjonarz jest od dawania, a oni od brania. Trzeba jeszcze dużo pracy, by wpoić im, że też muszą coś z siebie dawać. Czas we współczesnym świecie biegnie bardzo szybko, a dla Afryki jeszcze szybciej. Trudno Afrykańczykom nadrobić zapóźnienia cywilizacyjne i zmienić swoją mentalność, przyzwyczajenia i obyczaje, które utrudniają rozwój tego kontynentu. Jeszcze nie spotkałem w Afryce człowieka, który powiedziałby, że „ma obowiązek coś zrobić”. Oni mają tylko prawo. Nie doceniają rzeczy, które otrzymują od kogoś innego, bo ich zdobycie nie wymagało wysiłku. Ich filozofia życiowa jest taka: dzisiaj jem tyle ile mogę, a co będzie jutro, to się zobaczy.

Nie mają poczucia, że jak się już do czegoś doszło, to trzeba zrobić wszystko żeby tego nie stracić. Są bardzo niefrasobliwi, coś zyskują, a za chwilę tracą. A państwa w Afryce są bardzo słabe i dbają głównie o swój interes, a nie o prostych ludzi.

Często zdarza się, że Kościół jest wzorem organizacji społecznej w wielu tamtejszych okolicach. Terytorialnie większy od Polski Kamerun zamieszkuje tylko 16 mln ludzi. Kamerun jest jednym z najspokojniejszych państw w Afryce, choć i tu zachowały się podziały będące skutkiem kolonializmu. Zachodnia część tego państwa jest anglojęzyczna, a wschodnia francuskojęzyczna. Od 1982 r. krajem nieprzerwanie rządzi prezydent Paul Biya.

- Przyszłość Kamerunu stoi pod znakiem zapytania - mówi ks. Wawro. - Już 23 lata rządzi ten sam człowiek i nie widać jego następcy. Kiedy Biya umrze może być różnie. Jak prawie w każdym państwie afrykańskim, tak i w Kamerunie tożsamość państwowa dopiero się rodzi. Kameruńczyków potrafi na przykład zjednoczyć sukces piłkarskiej drużyny narodowej. Tak było po zdobyciu przez piłkarzy mistrzostwa Afryki. Świętowały wtedy całe ulice.

Tamtejsza władza na działalność misyjną patrzy raczej przychylnym okiem. Nie we wszystkich krajach afrykańskich jest tak samo. W jednych jest spokojnie, w innych o śmierć nietrudno. Niedawno świat obiegła wiadomość o zamordowaniu w Kenii biskupa Luigiego Locatiego, który padł ofiarą walk między kenijskimi plemionami Borana i Gabra.

- Ogólnie w Kamerunie nie mamy problemów z władzą - mówi ks. Stanisław Wawro. - Ale jeśli tylko zaczniemy mówić o korupcji i wskazywać nadużycia władzy, to rząd jest niezadowolony i na reakcję nie trzeba długo czekać. Zdarzały się przypadki, kiedy misjonarze byli wypraszani z Kamerunu.

Nie planuje powrotu

Ks. Stanisław Wawro zakochał się w Afryce i powrotu do Europy nie planuje, choć krajobraz polskiej wsi ujmuje go pięknem na równi z afrykańskim zachodem słońca.

- Dla mnie Europa to egzotyka - mówi. - Co prawda mam ze sobą komputer, ale w porównaniu z Europą, jestem daleko w tyle. Kiedy byłem jeszcze we Francji, przyjechał do mnie stary misjonarz z Afryki. Słabo radził sobie w nowym świecie i poprosił mnie, bym się nim zaopiekował. Nie wiedział np. jak i gdzie kasuje się bilet. U nas w Kamerunie jest tylko jedna linia kolejowa, a bilety kupuje się na miejscu w pociągu. Życie pod względem technicznym jest o wiele prostsze. Ja, kiedy się zestarzeję na afrykańskiej ziemi, wracając do kraju też mógłbym mieć podobne problemy.

Ewa Pawlusiak
Jacek Bielenin